Siedem tygodni

mgr Radosław Lucjan Selke
audiofonolog / instruktor lekkiej atletyki / trener biegania

26 września 2021 roku przebiegłem mój czterdziesty któryś tam maraton. Dwa tygodnie wcześniej ukończyłem bieg górski na dystansie 63 kilometrów (Bieg 7 Dolin w Piwnicznej) z przewyższeniem około 3 500 metrów. Między tymi startami normalnie trenowałem – swobodnie biegałem sześć dni w tygodniu z jednym dniem wolnym od wszelkiej aktywności (w poniedziałki).

Przed i po maratonie prowadziłem zdrowy tryb życia, z cyklem treningowym złożonym z sześciu jednostek treningowych w skali siedmiodniowego mikrocyklu treningowego. Trening biegowy i ogólnorozwojowy uzupełniałem takimi elementami odnowy biologicznej jak relaksacja w saunie i basenie, spokojne rozciąganie a także automasaż w postaci rolowania powięzi. Jak łatwo zauważyć byłem w dobrej, ale nie topowej, formie. Podchodziłem na spokojnie do biegów. Dystans 5000 metrów kończyłem kilkakrotnie w okolicach 17:23. Bieg ultra na dystansie 63 kilometrów ukończyłem w czasie 7:08:35 i naprawdę dobrze się czułem. Bez odczuwalnego przemęczenia czy znużenia. No może poza tym, że jako biegacz kochający biegi stadionowe, w tym biegu ultra się po prostu nudziłem. Po tym wszystkim wystartowałem w maratonie. Dystans, który kiedyś kochałem jak ślepiec wpatrzony w kobietę, która robi go w konia. Plan miałem następujący – zmęczyć się do 30 kilometra, a potem się bawić bieganiem. Tak zrobiłem, do 30 kilometra biegłem tempem, które dałoby mi nową życiówkę (średnie tempo oscylowało około 3:53 min/km). Jak wspomniałem, celowo odpuściłem. Głównie brałem pod uwagę fakt, że jak nie byłem, nie jestem w topowej formie. Ponadto osiągnięcie nowego rekordu życiowego nie było celem samym w sobie podczas tego biegu. Celem był trening na długim dystansie. Podjęcie się pewnego małego eksperymentu na moim organizmie. Jakim? Za chwilę to wyjaśnię. Ukończyłem ten bieg w 3:05:25. Podjęte wyzwanie miało potwierdzić lub zaprzeczyć tezie, że maraton i biegi długie nie są błahymi dystansami i nie powinno się startować bez przygotowania, albo w momencie jakiegokolwiek osłabienia. Nie powinno się traktować ich niepoważnie jeśli nie trenuje się regularnie. Czy eksperyment, który przeprowadziłem temu zaprzeczył, a może potwierdził przyjętą tezę – zapraszam do dalszej lektury. Jako osoba dbająca o zdrowie swoje i swoich podopiecznych biegowych, dosyć często wykonuję podstawowe badania krwi, morfologię oraz markery zmęczeniowe. Mamy cztery pory roku, a jako, że mowa tu o osobach bardzo aktywnych, zawsze przekonuję do tego, by badać się mniej więcej cztery razy w roku kalendarzowym. Zależy mi na zdrowym podejściu do treningu, popartym prawami fizjologii wysiłku fizycznego. W badaniach krwi z lipca 2021 roku wszystkie wszystkie morfologiczne składniki (patrz tabelka poniżej) były w normie. Dotyczyło to także wskaźników prozapalnych (jak OB czy CRP) i składników chemicznych. Co się stało w wyniku podjętego wysiłku? Przeanalizujmy to!

Przeanalizujmy to!

Maraton pokazał co robi z naszymi organizmami. Przede wszystkim „zadeptałem” krwinki czerwone. Erytrocyty zaczęły lecieć na łeb na szyję. Jako, że zmalała ilość czerwonych krwinek krwi to pociągnęło to za sobą spadki w poziomie:

• hemoglobiny (wskaźnik ukazujący na jakim poziomie jest utlenowana krew w naszym organizmie),

• hematokrytu (wskaźnik wykazujący jaki jest stosunek objętościowy krwinek czerwonych do krwi). Spadki wartości obu wskaźników mają zapewne związek z tak zwaną hemolizą powysiłkową. Innymi słowy – długotrwały wysiłek może doprowadzić do zwiększonego rozpadu erytrocytów spowodowanego przeciskaniem się tych krwinek przez naczynia włosowate podczas zwiększonego ciśnienia krwi. Przyczynia się do tego także wzrost zakwaszenia organizmu i ciepłoty ciała, a tego
niewątpliwie doświadczyłem podczas tego biegu.

Sam w sobie wysiłek fizyczny powoduje tak zwaną leukocytozę wysiłkową, czyli zwiększenie się liczby krwinek białych we krwi. To zjawisko również zaobserwowałem u siebie, gdyż te z poziomu 4,62 wzrosły do 5,44. Co przy minimalnym spadku limfocytów we krwi koniec końców doprowadziło do nieznacznej infekcji, którą jakiś czas później leczyłem paracetamolem. Zabieg ten trochę wyniszczył moje krwinki białe, potrzebowały czasu by się odbudować i wrócić do wartości wyjściowej. Po biegu wykonałem także wskaźniki wątrobowe. O ile alat (ALT) jest stabilnym wskaźnikiem nie za bardzo podatnym na wysiłek, o tyle aspat (AST) wzrósł do wartości dwukrotnie przekraczających normę. Świadczy to o dużym rozkładzie komórkowym, jaki nastąpił w wątrobie i w płucach. Słowem – podczas biegów długich, a takim jest maraton, nasze płuca działające w stanie hiperwentylacji muszą się wysilić by nastąpiła szybsza dyfuzja tlenu do krwiobiegu, a wątroba jako ten nasz piec musi spalać dużą ilość węglowodanów i innych składników. Dlatego też nie zaleca się sportowcom i osobom praktykującym sport, a do tych drugich ja się zaliczam, by przeciążać wątrobę. Ale sam wiem, że trudno jest zrezygnować z dobrych, często niezdrowych pokarmów.
Pozostałe wskaźniki, które wziąłem pod uwagę w badaniu to:
• wskaźniki prozapalne (OB, CRP),
• składniki chemiczne krwi (sód, potas, żelazo, ferrytyna, kwas foliowy, witamina B12).
Ich pomiar wskazał, że w moim organizmie żadna większa patologia nie miała miejsce. Tak naprawdę wystarczyło wypocząć. Jednak nie taki był cel ćwiczenia. Ten mały eksperyment miał ukazać po jakim czasie organizm wróci do homeostazy, kiedy nie zaprzestanie się treningu. Po maratonie wciąż biegałem 6 dni w tygodniu i robiłem masę innych rzeczy. Owszem, gdy miałem kilkudniową infekcji górnych dróg oddechowych, o której pisałem wcześniej, zaprzestałem treningów na 4 dni. Co było dalej? Starałem się nie zmieniać treningu, ale diety czy suplementacji (witamina D, witamina C, wapń, żelazo). Przyjmuje je regularnie od dłuższego czasu. Korzystając z możliwości zawodowych mogłem cześciej wykonywać badania krwi. Zatem podchodząc do eksperymentu postanowiłem określać te wskaźniki mniej więcej raz na tydzień. Jak wyszło? Zapraszam dalej.

Badanie krwi

Przede wszystkim zauważyłem, że mam pierwsze objawy anemii, co było widoczne już w pierwszym badaniu. Może się to wiązać z przyspieszonym rozpadem erytrocytów w czasie treningu. Inne możliwe przyczyny to : krwawienie z przewodu pokarmowego, niedobory żelaza i hemoliza wewnątrznaczyniowa. Wszystko to ma wpływ na wystąpienie niedokrwistości. W tym przypadku mowa o anemii sportowej, kiedy zwiększonemu rozpadowi na obwodzie w czasie treningu towarzyszy ich zwiększona produkcja w szpiku kostnym. Może, ale też nie musi być to spowodowane zwiększoną erytropoezą wysiłkową (zwiększoną produkcją erytropoetyny wskutek długotrwałego wysiłku). Najcześciej dochodzi do tego poprzez zwiększone wydzielanie glikokortykosteroidów i androgenów.

Niedobór erytrocytów, hemoglobiny i hematokrytu utrzymywał się przez 5 najbliższych badań, aż do 10 listopada 2021 r. – blisko 7 tygodni. Najniższe wartości tych wskaźników pokazały badania po 4 tygodniach (19 października 2021 r.), kiedy to faktycznie poczułem treningową niemoc. Przede wszystkim senność, ponadto słabo mi wychodziło bieganie nawet w pierwszym zakresie tempowym. Rzutowało to na wzrost tętna spoczynkowego oraz wysiłkowego, a wskaźnik restytucji wysiłkowej (WSR) szalał. WSR wyrażany w procentach pokazywał, że większość treningów robiłem de facto za mocno, a były to zazwyczaj spokojne rozbiegania w tempie konwersacyjnym. Oznaczało to, że mój organizm jest rozchwiany wskutek długotrwałego ciężkiego bodźca treningowego (a tym był okres od biegu ultra do maratonu).

Dodatkowo w tym okresie dosyć spodziewanie złapałem infekcję, gdyż spadły mi białe krwinki, a przede wszystkim ciała odpornościowe w postaci limfocytów. Na szczęście to nie był modny wirus. Dopadło mnie typowe zmęczenie i osłabienie spowodowane przetrenowaniem. Przez wspomniane cztery dni odpoczywałem sporo, spałem ile wlezie. Relaksowałem ciało i ducha. W tym czasie zauważyłem powrót aspatu do normy – w sumie to już w drugim tygodniu eksperymentu zauważyłem powrót AST do normy. Zmalał dwukrotnie. Co tylko pokazuje jak sprawnym organem jest wątroba, która pracuje bezustannie i jakże skutecznie, a wszystko po to, by nas oczyścić z toksyn. A toksyny w organizmie występowały po maratonie. Na szczęście moja wątroba jest w pełni zdrowa i sprawna, toteż sprawnie sobie z tym stanem rzeczy poradziła.

Zaobserwowałem także zwiększoną ilość monocytów, a więc krwinek białych, które uaktywniają się przy niewielkich infekcjach. Na zwiększone ich wydzielanie ma wpływ zwiększony wysiłek fizyczny. To tylko pokazuje, że długotrwały wysiłek fizyczny jest dla organizmu bodźcem porównywalnym ze stanem infekcji. Dlatego też tutaj apeluję do pasjonatów biegania – jesteście chorzy, przeziębieni to odpuśćcie mocny trening czy też długi bieg.

Pomiar poziomu żelaza, kwasu foliowego, ferrytyny i witaminy B12 pozwolił mi ocenić mój organizm, a także sprawdzić w jakim stopniu się wypłukałem w trakcie biegu. A także to, czy prawidłowo się odżywiałem przygotowując się do tych dwóch mocnych biegów. I o dziwo – nie (przed okresem wzmożonego wysiłku i po nim – wspomniane wskaźniki chemiczne krwi były w normie). Nie mniej jednak taki stan rzeczy nie powinien mnie za bardzo dziwić, gdyż tak jak wspomniałem na wstępie – regularnie suplementuje witaminy z grupy B, witaminę D, sód, potas, wapń, kwas foliowy i żelazo. Owszem po maratonie nastąpiło ich lekkie zachwianie i obniżenie od wartości wyjściowych, ale nie na tyle, by podejrzewać patologiczną niedokrwistość, jedynie taką spowodowaną wysiłkiem fizycznym. Tym długotrwałym.

Po niewielkiej infekcji i krótkiej, czterodniowej przerwie w treningach wróciłem do przyjętego cyklu treningowego i utrwalonych wcześniej nawyków. I z tego co zaobserwowałem:
• organizm wrócił do względnej homeostazy po 7 tygodniach od maratonu, którego fizycznie nie odczułem za bardzo.


Do maratonu podszedłem z głową. Wskaźniki krwi powróciły do normy dopiero po siedmiu tygodniach. Organizm zwalczył stan niedokrwistości, leukopenię, a odporność powróciła do normy. Wydłużony powrót do homeostazy może mieć związek ze zjawiskiem superkompensacji, czyli nadwyżki wynikającej z tego mocnego i dosyć długiego cyklu treningowego.

Jak wiemy zjawisko potreningowej nadwyżki energetycznej składa sie z trzech faz. Z fazy katabolicznej, którą jest cykl treningowy i podjęty w nim wysiłek treningowy. Z fazy anabolicznej na poziomie wypoczynku, która trwa do pełnego wypoczynku i regeneracji. Po tym czasie następuje tak zwana nadwyżka treningowa w postaci zwyżki formy osoby trenującej. Oba biegi długie były mocnym bodźcem dla mojego organizmu, a organizm miał ograniczony czas na regenerację, więc faza odbudowy (anaboliczna) została wydłużona. W przypadku mojego organizmu trwała ona aż 7 tygodni, co ukazały wykonane badania. Po uzyskaniu wyników normatywnych i odzyskawszy pełnię sił postanowiłem wykonać test biegowy na dystansie pięciu kilometrów. Wróciłem do poziomu sprzed eksperymentu. 5000 metrów zaliczyłem w czasie 17:17. Co tylko potwierdza sensowność i prawidłowość regeneracji i odpoczynku po wzmożonym cyklu treningowym.

Regeneracja, odpoczynek czyli aspekty, które często odrzucają amatorzy biegania. Nie chcą odbywać cykli przejściowych, które są niczym innym jak okresem roztrenowania. Odrzucają koncepcję lżejszych dni treningowych, które pozwoliłyby im na zbudowanie nadwyżki treningowej. Uważają, że pogoń za życiówkami jest ważniejsza od kwestii zdrowia naszych organizów, które są cudownymi maszynami zaprojektowanymi na działanie. Ale nie mam tu na myśli bezmyślnego działania, a tego opartego na zdrowym rozsądku. Nie bez przyczyny wyczynowi maratończycy po mocnym biegu maratońskim odpoczywają od 2 do 5 tygodni, a niekiedy dłużej. Natomiast startują dwa do trzech razy do roku w mocnym biegu długim. A my amatorzy chcemy biegać, startować jak najdłużej i w dodatku z dużą częstotliwością startową. Nie ukrywam, że zdarzało mi się robić to kilka razy w swoim życiu, a mój eksperyment pokazał, że gdybym zrobił to wtedy z głową, to życiówek mógłbym spodziewać się nieco później. A czymże jest okres siedmiu tygodni w skali długich cykli treningowych? Według mnie niczym, a organizmowi należy się odpoczynek, bo bardzo na to zasłużył. Tak samo jak Ty biegaczu na lody lub ciastko po mocnym biegu.

Mój eksperyment

Wspomniany eksperyment mój organizm trochę poczuł. A co by było gdybym wstał z kanapy i przebiegł tak długi dystans? Sam osobiście wolę nie praktykować. Zresztą mój pierwszy maraton przebiegłem po 8 latach treningu biegowego. Ale jako trener i instruktor lekkiej atletyki, ba jako pasjonat biegania znam osoby, które wstają z kanapy i biegną nawet nie maraton ale i ultra. I co wtedy? Wtedy dzieją się cuda albo się uda, albo nie uda. Resztę czarnych scenariuszy znamy. Ale badać się nie chcemy, kontrolę mamy w dupie, bo "po co?" pytamy. A ja odpowiem, że dla zdrowia, które jest najwyższą wartością. Bez zdrowia sobie nie pobiegamy i nie oddamy się bez reszty swojej pasji. 

Wszystkie wyniki zostały ujęte w tabelce poniżej:

Analiza

Mój eksperyment miał na celu w praktyce pokazać to w jakim stopniu maraton i biegi długie wpływają czy też oddziałują na gospodarkę krwi, na odporność i cały układ immunologiczny. I jak to się będzie miało do formy i wydolności w danym okresie. Okazało się, że sporo ją obniżyłem i dla niedowiarków – nie wiążę tego z przesileniem jesiennym. Zrobiłem to dla siebie oraz dla moich podopiecznych. Badajmy się i podchodźmy do treningu z głową, tak jak podchodzimy z wielkim oddaniem zapominając o reszcie. Szanujmy swoje organizmy, bo są one złożonymi i wysoko wyspecjalizowanymi maszynami wymagającymi precyzyjnego podejścia.

Piśmiennictwo
1. Tempka T.: 1956. Choroby układu Krwiotwórczego, PZWL, Warszawa.
2. Sożański H.: 1999. Podstawy teorii treningu sportowego”, Centralny Ośrodek Sportu, Warszawa.
3. Grabowski H.: 1999. Teoria fizycznej edukacji, WSiP, Warszawa.
4. Górski J.: 2015. Fizjologia wysiłku i treningu fizycznego, PZWL, Warszawa.




Reklama

Branchsport24
Krav Maga Warszawa
Rehart
nicponiak
FizjoFinezja
Alcoholica
Pragma